Dla zobrazowania sytuacji, to tak jakby 1/4 rynku biżuterii w Polsce była objęta przez Real albo Biedronkę. Jak to się dzieje, że sprzedają tak dużo biżuterii? Czemu tak się dzieje? Otóż krótka wizyta w sklepie tej sieci pozwala uchylić rąbka tajemnicy. Podchodząc do działu z biżuterią można zobaczyć taki box informacyjny wyjaśniający, że biużuteria na prawym ręku (w USA pierścionki nosi się na lewej ręce) to sposób na wyrażenie SIEBIE. Oczywiście dziwnym trafem obok jest cała gablota z opisem...

Czytaj dalej...

O Amerykanach i ich zapatrzeniu w siebie napisano już wiele. Jednak w kontekście e-commerce nabiera to zupełnie innego znaczenia. E-commerce nie powinien mieć granic, ani fizycznych ani intelektualnych, a jednak okazuje się, że niektóre granice nadal ciężko przekroczyć również wirtualnie.

Weźmy na przykład Amazon, ponoć najbardziej dopracowany system z ogromnym zapleczem i rzekomo rewelacyjną obsługą klienta. Super!
O ile Japończyk, o ironio, nie będzie miał większych problemów z dokonywaniem zakupów ze względu na dedykowaną lokalizowaną wersję amazon.jp, to jako mieszkaniec Polski już te problemy mnie dotyczą.

Czytaj dalej...

Krzysztof na swoim blogu opisał ciekawą sytuację na rynku kiedy to hurtownie decydują się na własny sklep internetowy. Pomijając kontrowersyjne sposoby wejścia w ten rynek przez hurtownie przez opisane niszczenie własnego rynku hurtowego, warto opisać ten sam problem z drugiej strony barykady.

Czytaj dalej...

e-Commerce a polskie prawo - jak wykorzystać prawo konsumenckie?

Niewiele sklepów internetowych zdaje sobie sprawę z faktu, że ich działalność reguluje prawo. Nie we wszystkich aspektach jest to to same prawo, które dotyczy sklepów "na ulicy". Zapoznanie się działalnością wielu polskich sklepów internetowych dało mi jasno do zrozumienia, że zdecydowana większość z nich nie zna przepisów dotyczących tej formy działalności i konsekwencji wynikających z ich nieprzestrzegania. Te same sklepy nie wiedzą też o możliwościach marketingowych, jakie dają im przepisy stworzone z myślą o konsumentach.

Czytaj dalej...

Google Base i jego wykorzystanie

Odkąd tylko powstało Google Base pojawiło się od razu wiele osób, które zacierały tylko rączki by wykorzystać to nowe ciekawe narzędzie jako dodatkowe źródło dochodu.

Najbardziej klasycznym, naturalnie wspieranym przez Google sposobem, jest możliwość dodawania całych katalogów produktów tudzież dowolnych typów danych za jednym zamachem. Nie trzeba długo się zastanawiać, by wpaść na pomysł spamowania Google Base tysiącami linków partnerskich do Amazona, czy innych sklepów internetowych, kończąc na fałszywych profilach osób, które prowadzą do stron typu xxx.

Na szczęście i niestety takie praktyki już nie uchodzą płazem. Dane wprowadzane do base przechodzą proces weryfikacji i trzeba być naprawdę sprytnym by przemycić linki/treści niezawsze "górnolotnego" znaczenia.

O ile dodanie prostego pojedynczego profilu, czy produktu nie stanowi wyzwania o tyle dodanie dużej grupy towarów jest już poważnym zadaniem. Pierwszą przeszkodą jest dostosowanie się do standardów typów danych, ale to raczej normalne przy wszelkich działaniach typu "Data Integration", więc nie ma co się na ten temat rozwodzić.
Problemy są zazwyczaj innej natury. Produkty muszą spełniać politykę poprawności. Dla zwykłego polskiego marketera względnym problemem jest konieczność używania cen w USD, produkty muszą byc opisane całkowicie po angielsku (inne lokalizacje nie są jeszcze wspierane) i konieczność dostarczania produktów do USA. Finito. Reszta to już wymagania dotyczące kwestii rasowych, przemocy, sexu, oszustw ...