<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Marketing Internetowy</title><link>http://reklama-marketing.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Tue, 09 Mar 2010 22:39:47 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Trendy w WEB DESIGN na rok 2010</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/12/30/trendy-w-web-design-na-rok-2010/</link><description>Zachęcam do zapoznania się ze świetną prezentacją na temat w sumie aktualnych trendów w tworzeniu atrakcyjnych witryn internetowych. Kilkanaście doskonałych przykładów &quot;do's and don'ts&quot; - czyli możemy już śmiało obśmiać uśmichnięte buźki biznesmenów, puzzle, żarówki, trybiki, globusy i typowe układy. Pora na prostotę, subtelne gradietny, cienie wypuklające, przejrzyste ilustracje, jednostronicowe witryny i cudowny minimalizm...







</description><pubDate>Wed, 30 Dec 2009 17:46:39 +0100</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/12/30/trendy-w-web-design-na-rok-2010/</guid><category>e-Marketing</category><category>web desing trendy 2010</category></item><item><title>Marketing szeptany = marketing szemrany?</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/11/03/marketing-szeptany-marketing-szemrany/</link><description>Marketing szeptany to miecz obosieczny. Przekonała się o tym spółka JM Polska posiadająca sieć sklepów Biedronka. Dla przypomnienia na forum gazety pojawił się post zachwalający bogaty wybór win w sklepach Biedronki. Autor, prawdopodobnie
Pan Jarząbek Wacław nie wziął pod uwagę, że forum gazety ujawnia nazwy podsieci z których pisane są posty użytkowników. Post pojawił się o 22:58 z podsieci jmpolska.pl, czyli wynika z tego, że musiał to zrobić ktoś kto długo zostaje w pracy po godzinach. Raczej wątpię żeby był to szeregowy pracownik, ale pewnie nadgorliwy średni szczebel lub może sam prezes, który stwierdził, że zamiast dokonać outsourcingu tego zadania, zrobi to sam LEPIEJ!


O ile nie widzę nic zdrożnego w tym aby przedstawiciel firmy wypowiadał się na forum, to już robienie tego z zamkniętą przyłbicą budzi niesmak i może dużo powiedzieć o filozofii firmy. Biedornka dostała już swego czasu cięgi za sposób traktowania pracowników, teraz jak widać czeka ich nauczka dotycząca działań PR. Nie dziwi mnie, że małe firmy chwytają się brzytwy wystawiając sobie samym pozytywne komentarze w porównywarkach sklepów, to już dla korporacji jest to ogromne faux pas. Można by powiedzieć, że nie można było się spodziewać niczego lepszego po sieci sklepów dla właścicieli chudszych portfeli, ale normy etyczne powinny dotyczyć każdej firmy i tej małej jak i dużej.
</description><pubDate>Tue, 03 Nov 2009 10:33:20 +0100</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/11/03/marketing-szeptany-marketing-szemrany/</guid><category>Etyka w biznesie</category><category>biedronka marketing szeptany</category></item><item><title>Twoja szansa na sukces</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/11/02/twoja-szansa-na-sukces/</link><description>Droga do sukcesu jest długa i kręta. Przechodząc przez Wrota Życiowej Szansy wielu z nas zatrzymuje się od razu w kawiarni &quot;Bohema&quot; i tam zostaje do końca swoich dni. Już na samym początku możemy wsiąść do pociągu na stacji &quot;SKUTECZNA METODA&quot;.
Większość jednak postanawia wybrać się pieszo co celu. Po drodze czeka na niektórych czarna dziura nieuctwa i ciemnoty oraz niemiłe ciągłe wywrotki z koła zamachowego próżności.
Na swej drodze zapewne wstąpisz do klubu &quot;Zawsze mam rację&quot; w mieszczącym się hotelu &quot;Mam to wszystko obcykane&quot;. Spotkasz tam wielu znajomych i usłyszysz znane Ci słowa
&quot;Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć. Nie muszę ćwiczyć, mam wrodzony talent. Nie potrzebuję stosować żadnej metody&quot;. W innych okolicznościach zdarzyć się może, że zawitasz do kółka wzajmenej adoracji gdzie zapewne dowiesz się, że będziesz hitem nadchodzących czasów, że rozpalisz świat do czerwoności; jesteś przecież cudownym dzieckiem, a porucznik Borewicz nigdy Cię nie złapie.

Jeżeli nie wpadniesz w szpony występku i złych nawyków, które wyślą Cię w krainę niebytu i złej reputacji, musisz uważać aby nie paść ofiarą wszelkiej maści szarlatanów. Zawiść i zazdrość będą dla Ciebie jak pajęcze sieci, które powstrzymają Cię od sukcesu tak samo jak mówienie sobie &quot;Zrobię to jutro&quot;.
Gdy udało Ci się uniknąć tych wszystkich pułapek wciąż masz szansę wsiąść na stacji &quot;METODA&quot; do pociągu, który wcześniej odjechał. Jednak większość wciąż uważa, że szybciej osiągnie cel na skróty ryzykując porwanie przez nurt rzeki PORAŻKI. Złe usposobienie, niedbalstwo, nieuczenie się na swoich błędach kończą się zatonięciem. Wielu po drodze polegnie pokonując wzgórza &quot;Braku gotowości&quot; kiedy to mogli przejechać tunelem &quot;Wiedzy&quot;.
W połowie drogi zawsze w otchłań wyrzucić Cię może skłonność do przehulania swoich osiągnięć. Lenistwo i sidła złych metod biznesowych to doskonały sposób by wtedy zatrzymać się na zawsze.
Życie jest krótkie, a czas leci nieubłaganie. Słabe normy etyczne prawdopodobnie zmuszą Cię do rozpoczęcia wędrówki od zera, a opieranie swoich osiągnięć na kłamstwie i obłudzie kończy się jeszcze gorzej.
W efekcie nie będziesz w stanie przejść przez Bramę Ideałów w kierunku Graala Sukcesu.

</description><pubDate>Mon, 02 Nov 2009 17:02:10 +0100</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/11/02/twoja-szansa-na-sukces/</guid><category>Psychologia sukcesu</category><category>sukces metoda</category></item><item><title>25% biżuterii w USA sprzedaje Walmart?</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/10/15/25-procent-bizuterii-w-usa-sprzedaje-walmart/</link><description>Dla zobrazowania sytuacji, to tak jakby 1/4 rynku biżuterii w Polsce była objęta przez Real albo Biedronkę. Jak to się dzieje, że sprzedają tak dużo biżuterii? Czemu tak się dzieje? Otóż krótka wizyta w sklepie tej sieci pozwala uchylić rąbka tajemnicy. Podchodząc do działu z biżuterią można zobaczyć taki box informacyjny wyjaśniający, że biużuteria na prawym ręku (w USA pierścionki nosi się na lewej ręce) to sposób na wyrażenie SIEBIE. Oczywiście dziwnym trafem obok jest cała gablota z opisem...
&quot;pierścionki praworęczne&quot;. Brzmi to tak niedorzecznie, że wydawałoby się, że rozsądek powinien takie rzeczy wyłapać i zneutralizować (zwłaszcza, że wiemy, że w tak niewiele się różniącej naszej kulturze, pierścionek na lewej ręce byłby tym dziwnym zwyczajem). Pamiętajmy jednak, że decyzje zakupowe robimy zawsze irracjonalnie, dopiero potem racjonalizujemy sobie już podświadomie podjętą decyzję. Co więc sobie myśli kobieta, która ogląda pierścionki w innych okolicznościach?

&quot;Och gdyby mój mąż/chłopak mi taki kupił...&quot;

bo przecież kobiecie w pewnym sensie nie wypada sobie kupić pierścionka i zazwyczaj odchodzą z takimi myślami. Jednak gdy widzą nawet tak irracjonalną korzyść tudzież potrzebę jak wyrażenie siebie poprzez noszenie pierścionka na drugiej dłoni, od razu pojawia się racjonalne uzasadnienie irracjonalnej decyzji zakupowej. Oczywiście każda kobieta potem powie, że chciała wyrazić siebie, a nie że kupiła pierścionek praworęczny, czyli coś tak absurdalnego jak szczoteczka na kążdą stronę jamy ustnej.

Dla nas sprzedających w sieci pojawia się zatem pytanie. Czy w naszej ofercie internetowej lub w rozmowie z klientem jesteśmy w stanie komunikować klientowi treści, które przemawiają do jego irracjonalnych potrzeb?
</description><pubDate>Thu, 15 Oct 2009 11:52:23 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/10/15/25-procent-bizuterii-w-usa-sprzedaje-walmart/</guid><category>e-Commerce</category><category>zakupy decyzje</category></item><item><title>Palenie trawki szkodzi mniej niż BlackBerry</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/10/09/palenie-trawki-szkodzi-mniej-niz-blackberry/</link><description>Czy jest możliwe, że cierpisz na efekty palenia Marihuany nie wiedząc o tym? Ok, może nie do końca, ale większość z nas cierpi na coś co obniża nasz poziom IQ bardziej niż wypalenie skręta. Tą wyjątkową szkodliwą czynnością jest robienie wielu rzeczy na raz!




Wielozadaniowość nie jest produktywna! W rzeczywistości stajemy sie mniej produktywni kiedy wykonujemy wiele rzeczy jednocześnie. Oczywiście pojawią się od razu głosy, że jest wręcz przeciwnie. Przecież w pracy ciągle to robimy i wydaje nam się, że dajemy radę i Ci wszyscy ludzie, którzy jadą samochodem, rozmawiają przez komórkę, sprawdzają mejle i jedzą jednocześnie wydają się szalenie efektywni. Jednak odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie, czy jeżeli ta osoba byłaby skupiona na jednej rzeczy na raz nie byłaby bardziej produktywna (nie wspominając o bezpieczeństwie na drogach)?
Najbardziej produktywni, a jednocześnie inteligentni ludzie skupiają się na jednej rzeczy na raz. Najlepszą metodą zaliczania zadań jest koncentracja na jednym zadaniu w danym momencie i robienie przerw/zmian co kilka godzin.
Wiele osób powie, że to niemożliwe, bo ktoś wciąż dzwoni, a to e-mailem przyszła informacja o jakimś &quot;pożarze&quot;... Otóż inteligentni ludzie mają również zdolność eliminowania takich &quot;pożeraczy czasu&quot; z ich życia.
Przestają płacić abonament TV i odłączają kablówkę, lub przynajmniej nie oglądają TV podczas pracy z komputerem. Są to ludzie, którzy pozbyli się nawyku bezcelowego surfowania po sieci, odłączają telefon i skrzynkę e-mail kiedy nad czymś pracują, a odbierania telefonów delegują odpowiednim osobom. Jeżeli w danej chwili nie mogą się nad czymś skoncentrować, po prostu zostawiają to na jakiś czas i idą odpocząć, ale nie robić coś innego! Np. pisząc jakiś raport lub nawet tekst na bloga, kiedy łapiemy się na wewnętrznej blokadzie, nie należy zaczynać bezmyślnego klikania po sieci, tylko dać sobie spokój i zostawić wszystko na chwilę, dać odpocząć i zebrać myśli głowie. Dyscyplina umysłu to klucz do sukcesu.
Aby działać optymalnie fizycznie i umysłowo sprawdzają się proste zasady. Jedz zdrowo, pij dużo wody, ćwicz i rób jedną rzecz jednocześnie.
Jeżeli uważasz inaczej, wiesz co robić.
</description><pubDate>Fri, 09 Oct 2009 15:18:58 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/10/09/palenie-trawki-szkodzi-mniej-niz-blackberry/</guid><category>Psychologia sukcesu</category><category>multitasking praca efektywność</category></item><item><title>Amazon oferuje obsługę klienta na poziomie robota z ambasady</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/09/29/amazon-oferuje-obsluge-klienta-na-poziomie-robota-z-ambasady/</link><description>O Amerykanach i ich zapatrzeniu w siebie napisano już wiele. Jednak w kontekście e-commerce nabiera to zupełnie innego znaczenia. E-commerce nie powinien mieć granic, ani fizycznych ani intelektualnych, a jednak okazuje się, że niektóre granice nadal ciężko przekroczyć również wirtualnie.
Weźmy na przykład Amazon, ponoć najbardziej dopracowany system z ogromnym zapleczem i rzekomo rewelacyjną obsługą klienta. Super!
O ile Japończyk, o ironio, nie będzie miał większych problemów z dokonywaniem zakupów ze względu na dedykowaną lokalizowaną wersję amazon.jp, to jako mieszkaniec Polski już te problemy mnie dotyczą.
Pech chciał, że moje dane, jak nazwisko i adres zawierają polskie znaki diaktryczne. Tylko z powodu prawdopodobnie i o dziwo determinacji poczty polskiej przesyłki zawierające w adresie HTML entities docierają do adresatów. Takie koperty są potem najczęściej obiektem pastwienia się i śmiechu blogerów rozpakowujących swoje importowane gadżety.
Niemiej jednak, że takie przesyłki jakimś cudem trafiają, zastanowiło mnie jednak, jakim cudem tak duża organizacja jak Amazon, która stawia na najlepszy user experience może tolerować tak długo brak możliwości wpisywania i składowania danych w kodowaniu innym niż ISO-8859-1. Kiedy cały świat praktycznie stara się podążać za standardami epoki Web 2.0, mając na myśli tutaj użycie uniwersalnego kodowania UTF-8, Amazon wciąż prawdopodobnie jest ofiarą swojej wielkości. W moim mniemaniu, w kodzie ich rozwiązania e-commerce jest tak dużo strategicznych błędów, że wydawałoby się błaha obsługa UTF-8 może dyktować konieczność zbyt dużych nakładów na refaktoring. Tak więc okazuje się, że lepiej tego ustrojstwa nie ruszać bo się po prostu rozleci. Nie wspominam już tutaj nawet o fakcie, że Amazon radośnie serwuje kaskadowe arkusze stylów bezpośrednio w głównym dokumencie, co przy tak popularnym serwisie może budzić zdziwienie, że nie zastanawiają się jakby tu co zoptymalizować.
Wracając jednak do meritum postanowiłem uzyskać stosowną wypowiedź obsługi sklepu, dlaczego nie mogę podać moich danych adresowych zgodnie z prawdą i kiedy to umożliwią. Odpowiedź jaką otrzymałem nie do końca się spodziewałem:

Thanks for visiting Amazon.com! Per your request: The customer name on your account now reads XXX XXX (...)

Oczywiście taka odpowiedź nie wydaje się satysfakcjonująca, ponowiłem zatem zapytanie.
Odpowiedź:

Hello from Amazon.com.
I'm sorry to hear you had difficulty completing the user validation task when attempting to place your order on Amazon.com. This extra step helps prevent automated programs from accessing features on Amazon.com. (...)

I tak o to okazuje się, że brak wsparcia dla UTF-8 wynika z tego, że robot uznał, że miałem problem z kapciem?
Odpisałem zatem z dokładniejszym opisem problemu i prośbą, aby na moje e-maile nie odpowiadał automat.

Odpowiedź jaką otrzymałem rozłożyła mnie na łopatki: Hello from Amazon.com.
We didn't receive the e-mail message below because it was directed to an e-mail address that can't accept incoming messages. Please visit one of the pages below so we can quickly provide you with additional information or give assistance via e-mail or phone. (...)

Napisałem ponownie przez formularz na stronie i jak dotąd odpowiedzi nie otrzymałem... Z dalszych zakupów również zrezygnowałem.
</description><pubDate>Tue, 29 Sep 2009 19:00:49 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/09/29/amazon-oferuje-obsluge-klienta-na-poziomie-robota-z-ambasady/</guid><category>e-Commerce</category><category>amazon zakupy obsługa</category></item><item><title>Dlaczego Lojalna Jola nie będzie tankowała na stacjach BP</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/09/17/dlaczego-lojalna-jola-nie-bedzie-tankowala-na-stacjach-bp/</link><description>Jeszcze jestem pod wpływem silnych emocji po dzisiejszej wizycie na BP. W sierpniu wystawiono mi na którejś ze stacji pod szyldem BP fakturę za paliwo. W tym miesiącu księgowy jednak odrzucił mi ich fakturę, ponieważ jedyną informacją jaka została na papierze było logo BP i ledwo widoczny, zanikający wydruk faktury. Pojechałem więc na najbliższą stację i poprosiłem kasjera o duplikat faktury. Ten mi oznajmił, że nie ma kierownika, który może to zrobić i żeby przyjechać następnego dnia.
Dzisiaj zatem pojawiłem się znowu na stacji aby uzyskać duplikat faktury. Kierowniczka była już w pracy, ale po kilku minutach na zapleczu wróciła by oznajmić, że faktura była wystawiona na innej stacji BP i ona nie może wystawić duplikatu, bo mają niezależne bazy danych i tak naprawdę to są inne firmy. Pani kierowniczka w chamski sposób oznajmiła mi, że nie może mi pomóc, odwróciła się na pięcie i schowała się na zapleczu. Byłem w szoku.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której muszę jechać na odległą stację, żeby uzyskać czytelny dokument księgowy i nie mogę uzyskać stosownej reakcji od pracowników tej firmy. Nie wyobrażam sobie również, żeby w mojej firmie potraktowano tak klienta, który przyszedł po duplikat faktury. Zadzwiaijący jest również fakt, że nawet Orlen z tego co pamiętam, a na pewno Statoil ma już centralną bazę danych i nie trzeba na każdej stacji podawać setny raz danych firmy gdy chce się uzyskać fakturę. Wystarczy NIP i gotowe. Nie tracimy czasu swojego ani innych osób czekających w kolejce.
To niestety nie koniec. W tym samym momencie zrezygnowałem z wymiany karty lojalnościowej na nową reklamowaną przez BP na swoich stacjach. Naocznie przekonałem się, że rozdmuchane zabiegi marketingowe rozpadają się w proch w zderzeniu z rzeczywistością. Niestety chyba nie zrozumiemy się z BP co do definicji lojalności. BP zapomniało chyba, że lojalności nie buduje się kartami (które ma teraz każda stacja), ale doskonałą lub przynajmniej poprawną obsługą klienta (bo na tym teraz ta branża polega, a nie na sprzedaży paliwa).
Wisieniką na torcie okazało się, że do samej firmy dodzwonić się również nie można. Na stronie w kontakcie widnieje jedynie jeden jedyny nr krakowski bez żadnej infolinii. Nikt telefonu tam nie odbiera. Pozostaje mi wypełnienie rozpasanego formularza kontaktowego i oczekiwanie na reakcję firmy.
</description><pubDate>Thu, 17 Sep 2009 10:44:24 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/09/17/dlaczego-lojalna-jola-nie-bedzie-tankowala-na-stacjach-bp/</guid><category>Etyka w biznesie</category><category>bp lojalność obsługa klienta</category></item><item><title>Dlaczego hurtownia zakłada własny sklep internetowy</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/08/25/dlaczego-hurtownia-zaklada-sklep-internetowy/</link><description>Krzysztof na swoim blogu opisał ciekawą sytuację na rynku kiedy to hurtownie decydują się na własny sklep internetowy. Pomijając kontrowersyjne sposoby wejścia w ten rynek przez hurtownie przez opisane niszczenie własnego rynku hurtowego, warto opisać ten sam problem z drugiej strony barykady.

Prowadzimy sprzedaż hurtową od dłuższego czasu i też zastanawiamy się nad wejściem w sprzedaż detaliczną. Przyczyn tego jest kilka:

Kontrahenci prawie nigdy nie promują tego, czego nie mają na stanie, a biorąc pod uwagę, że drogi towar zamawiają pod zamówienie, więc kółko się zamyka.
Sklepy mimo, że internetowe i teoretycznie zinformatyzowane reagują bardzo powoli na zmiany w ofercie (nowości, czy zwykłe zmiany cen, rabaty itp.) Być może w przyszłości ta sytuacja się zmieni jak takie standardy(?) jak IOF zdobędą popularność wśród dostawców sklepów internetowych. W chwili obecnej rzadko, który sklep decyduje się na integrację ze stanami magazynowymi hurtowni.
Sklepy pojawiają się i znikają jak kamfora. Niejednokrotnie dostajemy telefony od rozżalonych klientów takich sklepów, którzy szukają kontaktu lub samego produktu. Większość sklepów wręcz ukrywa dane kontaktowe, a jedyny podawany telefon to komórkowy, który obsługuje tylko poczta głosowa!
Małe firmy, które liczą, że w ciągu roku będą super sklepem internetowym prawdopodobnie bardzo szybko albo popadają w długi albo nie są wystarczająco zmotywowani by wytrwać i budować zaufanie i bazę klientów. Okazuje się, że sklep sam się nie prowadzi jak to się niektórym wydaje i ciężko to pogodzić np. z siedzeniem w domu z dzieckiem.
Sklepy ze względu na dywersyfikację oferty rzadko mogą korzystać z usługi bezpośredniej dostawy do klienta (na czym mogą sporo zaoszczędzić na transporcie), bo trzeba zamówić z kilku hurtowni. Do tego jeszcze dochodzi nieuzasadniona obawa sklepów, że klient do nich nie wróci tylko zostanie przejęty przez hurtownię.
Hurtownia w większości przypadków traci możliwość otrzymania stosownego &quot;feedbacku&quot; od klienta ostatecznego. Trzeba liczyć na to, że taki klient wystawi opinię gdzieś w porównywarkach itp.
Bardzo istotnym problemem jest wycięcie z arsenału marketingowego większości narzędzi e-commerce. W praktyce niemożliwe jest śledzenie i przeprowadzenie konwersji zwykłego klienta. Nawet jeśli kierujemy takiego klienta do sklepów, tracimy go z oczu i dodatkowo z powodu wyżej wspomnianej dywersyfikacji utonie w morzu produktów konkurencji.


Sytuacja, w której &quot;sklep hurtowni&quot; sprzedaje detalicznie w cenach hurtowych szybko prowadzi do kanibalizmu własnego rynku hurtowego i mogę zrobić tylko wielkie oczy widząc takie praktyki hurtowni wchodzących na taką ścieżkę kariery.

Dla hurtowni otwarcie detalicznej sprzedaży w Internecie to niestety konieczność o ile dana firma wie co robi i wie z czym to się je. Nie ma innej możliwości aby zoptymalizować wyniki firmy poprzez wykorzystanie luki jaką zostawiają kontrahenci nie wykorzystując wszystkich produktów z oferty, promocji itp.

Nie zmienia to faktu, że sklepy internetowe również dają nam wiele dobrego, gdyż to one są zmuszone do inwestowania w porównywarki, adwordsy, allegro, bannery, pozycjonowanie co poniekąd jest przerzucaniem kosztów reklamowych na detalistę.

To sklepy muszą znosić &quot;humory osób fizycznych&quot;, zwroty przesyłek pobraniowych, czy zwracanie produktów w zniszczonych opakowaniach, reklamacje, ginące przesyłki na poczcie (hurtownie mają komfort korzystania zawsze z tanich przesyłek kurierskich do firm).

Zazwyczaj hurtownia decyduje się na własny sklep w momencie gdy zauważa, że jest w stanie zapewnić lepszy &quot;user experience&quot; niż współpracujące sklepy internetowe wliczając w to doskonałą logistykę, szybkie ustalone procedury, a jednocześnie stwierdza, że uderza już w szklany sufit, kiedy to ilość nowych obsługiwanych sklepów niespecjalnie przekłada się na znaczny wzrost obrotów. 

</description><pubDate>Tue, 25 Aug 2009 17:13:18 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/08/25/dlaczego-hurtownia-zaklada-sklep-internetowy/</guid><category>e-Commerce</category><category>hurtownia sklep</category></item><item><title>Nie daj się nabrać na GIGA KASĘ</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/08/13/nie-daj-sie-nabrac-na-giga-kase/</link><description>
Przypadkiem trafiłem na reklamę serwisu, w którym to programista, samozwańczy analityk znalazł strategię gry w Europejską Ruletkę. Swoje analizy prezentuje w kontekście gry w kasynie EuroGrand. Wszystkie analizy na pierwszy rzut oka wydają się potwierdzać &quot;sekretną strategię&quot; na podstawie wyników działania skryptu symulującego dziesiątki tysięcy gier. Wiarygodności dopełniają zrzuty ekranowe konta bankowego, na którym widnieją wysokie przelewy z wygranych z kasyna.
Postanowiłem na własną rękę przetestować opisaną strategię na testowym stole ruletki i rzeczywiście zdaje się ona działać. Moje obserwacje są następujące:

Stół ruletki europejskiej ruletki nigdy w serii paru tysięcy zakręceń nie wyrzucił liczby 36. Samo kasyno nie odpowiada na e-maile, więc nie wiem, czy to błąd w aplikacji, czy celowe działanie testowego stołu.
W liście zwycięzców nie ma nikogo z Polski i tym bardziej z gry w ruletkę europejską.
I co najważniejsze. Czerpanie dochodów z hazardu w kasynach, które mają siedzibę za granicą jest nielegalne

Po tym wszystkim co zobaczyłem, dochodzę do wniosku, że strona jest dość sprytną reklamą kasyna w ramach programu partnerskiego. Właściciel strony chce tylko, aby podzielić się z nim przyszłymi przychodami, a strategie przekazuje za darmo. Oczywiście nie ma darmowych obiadów, a te ogromne przelewy na koncie otrzymuje nie dzięki wygranym w kasynie, ale z prowizji od ludzi wpłacających pieniądze do kasyna.
Zanim zatem zdecydujecie się na grę, warto pomyśleć o konsekwencjach oraz zapoznać się z faktami i mitami hazardu internetowego
</description><pubDate>Thu, 13 Aug 2009 14:42:44 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/08/13/nie-daj-sie-nabrac-na-giga-kase/</guid><category>Etyka w biznesie</category><category>kasyno uwaga</category></item><item><title>Przeglądarki Firefox ukryta prawda o szybkości, czyli jak naprawdę przyspieszyć pracę tej przeglądarki</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/07/01/jak-przyspieszyc-firefoxa/</link><description>Ewangeliści Firefoxa są potwornie podekscytowani możliwościami nowego Firefoxa, nie omieszkali podzielić się z nami informacją jak to nowy engine JavaScript przyspieszył. Na youtube pojawiło się nawet kilka sekwencji video prezentujących jak świetnie sobie radzi z renderowaniem np. obtłuszczonego Facebooka. O ironio oglądając jednak każdy z tych filmików już w nowym Firefox 3.5 doświadczałem tego co zwykle - zawieszania się odtwarzania się sekwencji video, utraty klatek i intensywnej pracy dysku twardego.
Przez długi czas myślałem, że to wina komputera, dysku, złej konfiguracji, obciążenia innymi procesami, że rendering video to zbyt duży wysiłek itp. Okazało się jednak, że najciemniej jest pod latarnią. W tym cieniu stoją również twórcy przeglądarek (bo temat dotyczy również np. Chrome). Jeżeli chcesz wiedzieć jak naprawdę przyspieszyć Firefoxa ...

Zrób porządek z obsługą cache przeglądarki. Okazuje się, że Firefox i nie tylko ma tendencję do zapisywania ogromnej ilości danych do swojej wewnętrznej bazy danych, do plików profilu, jak równiez tworzenia sporej ilości sekwencyjnie rosnących plików tymczasowych. Gdy to wszystko weźmie się razem do jednego worka, dysk twardy zaczyna szaleć.
Zanim odkryłem przyczynę problemów dzięki użyciu FileMonitora zdążyłem nawet wymienić twardy dysk na SSD, zwiększyć ilość RAMu, powyłączać wszystkie usługi indeksowania, niepotrzebne usługi systemu - dosłownie ograniczyć wszystko co możliwe, by ta dioda dysku twardego przestała wreszcie wypalać dziurę w obudowie laptopa podczas oglądania byle filmu na youtube...
Nie owijając dłużej FileMon zdradził niewygodną prawdę. Firefox zachowuje się na dysku jak rozpieszczony bachor! W sieci znalazłem wiele pseudo rozwiązań &quot;JAK NIE ZROBIĆ NIC SENSOWNEGO W 3 MINUTY&quot;, które wymagały kosmetycznych zmian w obsłudze cache w konfiguracji przeglądarki (about:config). Można powiedzieć, ze odrobinę pomagały jeśli chodzi o przeglądanie zwykłych stron, ale problem nadal był ze stronami zawierającymi obiekty FLASH. I znowu z pomocą przyszedł FileMonitor. Np. player flashowy youtube zapisuje non stop pliki tymczasowe na dysku i to z dużą czestotliwością.
Jak sobie zatem z tym wszystkim poradzić? Najprostszym rozwiązaniem jakie przychodzi do głowy do przeniesienie wszystkich tych operacji to pamięci RAM za pomocą ramdysku. Poniżej całkiem dobry tutorial jak stworzyć ramdisk dla Firefoxa. Nie porusza on niestety paru istotnych szczegółów, o których za chwilę




Czego brakuje? Ano wciąż brakuje obsługi plików tymczasowych tworzonych na dysku przez obiekty Flash. Zatem kolejnym krokiem będzie ustawienie zmiennej środowiskowej TEMP i TMP również na wirtualny dysk twardy. (Należy jednak cały czas pamiętać, że po wyłączeniu komputera będzie tracić wszystkie pliki tymczasowe i pamięć podręczną!!!). Zmienne środowiskowe zmieniamy standardowo we właściwościach mojego komputera (zakładka zaawansowane i Zmienne środowiskowe na dole). U siebie katalogi TEMP i TMP ustawiłem na utworzone stosowane katalogi na dysku R:
Dopiero teraz mój Firefox działa tak jak powinien. Nie obciąża już tak systemu, nie ma żadnych blokad interfejsu, braku dostępu do dysku nawet gdy jest otwarte mnóstwo zakładek zawierających flashowe playery. Tak oto skończyły się moje kilkumiesięczne zmagania z komputerem, kiedy to zacząłem wątpić w kilkunastoletnie doświadczenie, bo nie mogłem (nie miałem determinacji i czasu - usprawiedliwię się) znaleźć przyczyny problemu.
Czy zatem marketing Firefoxa nie za bardzo skupia się na nowinkach i nie zauważa jak wielu internautów narzeka na forach na problemy z wydajnością tej przeglądarki m.in. na makówce. Tak wiele osób obecnie, z błahej okazuje się przyczyny, rezygnuje z Firefoxa na rzecz np. Opery. HTML5 super, natywny JSON super, JavaScript super, a ta ciężka kula pamięci podręcznej u nogi wciąż się ciągnie i nikt na to w Mozilli nie zwraca uwagi.
</description><pubDate>Wed, 01 Jul 2009 21:00:39 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/07/01/jak-przyspieszyc-firefoxa/</guid><category>e-Marketing</category><category>Techblog</category><category>firefox wydajność howto szybkość</category></item><item><title>Obsługa klienta jak w banku</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/06/25/obsluga-klienta-jak-w-banku/</link><description>Naprawdę minęło wiele lat odkąd musiałem odwiedzić bank w celu innym niż podpisanie umowy kredytowej. Ostatnio jednak wpadłem w osłupienie, ponieważ czcigodny bank PKO BP zmusił mnie do wizyty pod groźbą kary pieniężnej nie z innego powodu jak konieczność odbioru karty VISA ELECTRON.
Pojechałem więc do centrum przeciskając się przez korki do właściwej mi placówki PKO BP z przekonaniem, że będę miał dużo czasu na napisanie stosownej notki czekając w kolejce.
Okazało się ...
Że się nie myliłem.
Oparty stopami na marmurowych podłogach, w ogromnym metrażu banku czekam aż będę miał okazję z nieukrywaną satysfakcją odmówić przyjęcia karty i zamknąć rachunek raz na zawsze.
W osłupienie mnie wprawia fakt, że mając rachunek elektroniczny iPKO nie mogę otrzymać karty pocztą jak w każdym innym banku, a jej nieodebranie wiąże się z karą finansową.
Czekając w fotelu mam okazję słyszeć mimo woli dyspozycje klientów, ich saldo na rachunku dyktowane przez obsługę i tym podobne. Inna pani skrupulatnie notuje wykonane operacje.. Oczy wychodzą mi na wierzch. Nie mogę uwierzyć, że klienci jak i banki mogą w ten sposób funkcjonować.
Mój czas jest cenny, a ten bank tego nie szanuje. Każdy powtarza, czas to pieniądz, a to nieprawda. Czas właściwie spożytkowany jest warty o wiele więcej. Jedynym aktywem jaki posiadamy to nasz czas. Czas to w dzisiejszych okolicznościach towar tak bardzo deficytowy, że nabiera zupełnie nowej wartości.
Tu przypominają mi się ostatnie zakupy w internetowej aptece DomZdrowia, gdzie na realizację zamówienia czekałem TYDZIEŃ bez słowa uprzedzenia. W dodatku przesyłka została wysłana na zły adres... Każdemu może się zdarzyć problem, zwłaszcza małym przedsiębiorstwom z powodów logistycznych itp. ale na pewnym poziomie spółki akcyjnej takie rzeczy nie powinny mieć miejsca.
Z reguły gdy klient jest uprzedzony o opóźnieniu jego satysfakcja z zakupu potrafi być kompletnie nietknięta. W tym przypadku, żal powoduje że dla zasady więcej zakupów tam nie zrobię.
Wracając jednak do banku, spędziłem czekając tam dobre 50 minut. Likwidacja rachunku przebiegła prawie bez słowa. Nie usłyszałem żadnego pytania, &quot;Dlaczego rezygnuję z usług banku&quot;, &quot;Czy jest coś co mogą poprawić, żeby zatrzymać mnie jako klienta?&quot; NIC, ZERO.
Ciekawe, czy przynajmniej zadają takie pytania klientom klasy PRIVATE BANKING.
Tego dnia czekało mnie jeszcze jedno zamknięcie konta w PKO SA. Co prawda konto mogło sobie wisieć w nieskończoność, bo nic nie kosztowało, ale ilość papieru jaką ten bank zużywa miesięcznie na wysłanie informacji, że na koncie jest 0 zł wywołuje u mnie poczucie zakłopotania. Tego dnia jednak nie zdążyłem zamknąć drugiego rachunku, gdyż bank był czynny do godziny 18.
W tej kwestii przypomina to działanie urzędów miejskich, które w ramach łaski mają dyżury po 16 raz w tygodniu. Jakby zakładali, że tylko oni pracują od 8 do 16, a reszta ludzi może się w przerwie śniadaniowej przeteleportować w celu załatwienia spraw urzędowych.
A ty co mogłeś zrobić pożytecznego drogi czytelniku w czasie czytania tego tekstu?
</description><pubDate>Thu, 25 Jun 2009 14:16:02 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/06/25/obsluga-klienta-jak-w-banku/</guid><category>Bankowość</category><category>banki obsługa</category></item><item><title>Duplicate content przez zmienne trackingowe Google Analytics</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/06/18/duplicate-content-przez-zmienne-trackingowe-google-analytics/</link><description>Co ma wspólnego Google Analytics z problemem zduplikowanej treści na naszych stronach WWW? Niewiele. Oczywiście dopóki nie korzystamy z dodatkowych zmiennych trackingowych do śledzenia np. kampanii e-mailowych. Użytkownicy Google Analytics w celu monitorowania konwersji swoich kampanii korzystają z narzędzia URL builder, które pozwala odpowiednio otagować np. linki znajdujące się w treści mejla.
Wszystko wygląda wyśmienicie dopóki nie będziemy chcieli uwzględnić efektów jakie to będzie miało na nasze działania SEO/SEM. Samo Google o problemie zapomniało.
Aby zobrazować problem popatrzmy jaki rezultat daje użycie URL buildera:
http://reklama-marketing.pl/?utm_source=autonewsletter&amp;utm_medium=email&amp; utm_term=adresat%40email.com&amp; utm_content=stopka&amp;utm_campaign=Super%2BNag%C5%82%C3%B3wek
Problem jaki może się pojawić przypomina odrobinę problem jaki w odległych czasach dotykał niektóre strony kiedy to Internauci przesyłali sobie linki zawierające np. klucze sesyjne i inne zmienne, które były przekazywane w URL...
Tu problem jest dwojaki. Po pierwsze jeżeli ktoś będzie przekazywać innej osobie taki link lub o zgrozo wklei taki link na forum itp. zaburzy to w sposób znaczący nasze statystyki. Jak poradzić sobie z tym problemem zajmiemy się później. Natomiast chciałbym skupić się na drugim problemie związanym bezpośrednio z SEO, czyli zduplikowana treść, której tak nie lubi Google.
Czy na pewno nie lub można przekonać się samemu odwiedzając Narzędzia dla webmasterów Google.

Łatwo zauważyć, że w pewien sposób samo Google wpuszcza nas na minę, ponieważ ta sama strona będzie dostępna pod dwoma różnymi adresami, a jak pokazują wyniki wyszukiwania ... Google indeksuje linki zawierające zmienne GA.

Na szczęście Google pozwala częściowo poradzić sobie z tym problemem poprzez umożliwienie wstawienia zmiennych trackingowych w postaci kotwicy &quot;#&quot; By GA widziało te zmienne należy po uruchomieniu trackera, odpalić następującą metodę:

pageTracker._setAllowAnchor(true);


O ile poradzimy sobie ze zduplikowaną zawartością, wciąż pokazujemy Internautom link zawierający zmienne trackingowe. Możemy zastosować przekierowanie 301, ale z kilku powodów nie jest to sugerowane rozwiązanie.

Nie wszyscy mają możliwość ustalenia takiego przekierowania;
zaburza to znowu statystyki;
powoduje niepotrzebne zamieszanie;
tracker może to różnie interpretować lub w ogóle nie uchwycić akcji

Dlatego rozsądną metodą będzie zastosowanie krótkiego skryptu JS usuwającego anchor z paska adresu.

window.location.hash = &quot; &quot;;

Możemy czuć się wtedy w miarę spokojni, że nigdzie nie pojawi się w sieci link zawierający nieoczekiwane zmienne

</description><pubDate>Thu, 18 Jun 2009 17:49:22 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/06/18/duplicate-content-przez-zmienne-trackingowe-google-analytics/</guid><category>Google Analytics</category><category>Techblog</category><category>google analytics duplicate content seo</category></item><item><title>Smak, czy siła marki - COCA COLA vs. PEPSI w ślepym teście</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/06/09/smak-czy-sila-marki-coca-cola-vs-pepsi-w-slepym-tescie/</link><description>Kilka dni temu podzieliłem się z moją życiową partnerką refleksjami odnośnie typowej dyskusji na temat różnic między Coca-Colą i Pepsi. Wyraziłem wtedy opinię, że preferencje większości osób w stronę Coca-Coli wynikają tylko i wyłącznie z postrzegania marki tego napoju. Spotkało się to oczywiście z oburzeniem ze strony narzeczonej i stwierdzeniem, że smak Coca-Coli jest dużo lepszy niż Pepsi. Z kobietą można próbować się kłócić, ale zawsze się przegra. Postanowiłem więc, że wykonamy test w ślepej losowej próbie.
Ponieważ inspiracją zrobienia tego testu było wyzwanie rzucone audiofilom na temat słyszenia różnic w ślepym odsłuchu. Dlatego z góry zakładam, że poniższy wynik testu przez wielu &quot;niezależnych degustatorów&quot; być może być podważany. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą uważać, że płyta CD brzmi lepiej kiedy używa się magnetyzera pod player... lub używa się pozłacanych wtyczek do źródła zasilania. I według nich nawet ślepa próba niczego nie udowadnia, BO NIE i JUŻ.

I pragnę podkreślić iż w poniższym teście nie chodziło o jakieś subtelne różnice, gdyż deklaracja jaką otrzymałem to bezapelacyjne stwierdzenie, czy podany napój to Pepsi, czy Cola, gdyż Cola jest ponoć o wiele lepsza.

Dla celów testu zorganizowałem dwie litrowe zaplombowane butelki Pepsi i Coca-Coli schłodzone do podobnej temperatury. Chodziło o wyizolowanie smaku i zachowanie nominalnego stopnia nasycenia CO2 w obu napojach.
Test polegał na wykonaniu 10 degustacji losowo podanego napoju. To jaki napój zostanie podany decydował rzut monetą. Każdy napój był podawany w osobnej szklance.

Wynik testu wyszedł ciekawszy niż się spodziewałem. Trafienie nastąpiło w 5 przypadkach na 10, czyli kompletnie nie odbiega od rozkładu prawdopodobieństwa rzutu monetą. Można było równie dobrze strzelać bez degustacji.

Po teście próbowaliśmy oboje obu napojów próbując doszukać się różnic. Można próbować wyczuwać wielkości bąbelków itp., ale jednak różnice są tak subtelne, że nie można stwierdzić który napój smakuje inaczej, a co dopiero &quot;lepiej&quot;. ONE SĄ IDENTYCZNE w smaku. KONIEC.

Wnioski z eksperymentu nie tyczą się kwestii zakończenia sporu pomiędzy fanami PEPSI, czy Coca-Coli, ale raczej siły oddziaływania marki na nasze postrzeganie identycznego produktu. Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym. Jednocześnie uważamy się za osoby niezależne, które nie &quot;poddają się&quot; działaniu reklam. Jednak w rzeczywistości jest tak jak pragną tego brand managerowie, czyli posiadamy NIEŚWIADOMĄ PREFERENCJĘ MARKI. 

</description><pubDate>Tue, 09 Jun 2009 11:28:32 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/06/09/smak-czy-sila-marki-coca-cola-vs-pepsi-w-slepym-tescie/</guid><category>Branding</category><category>coca cola pepsi test marka konsumpcjonizm</category></item><item><title>Partyzancki marketing po bandzie (dopalacze dot com)</title><link>http://reklama-marketing.pl/2009/01/08/partyzancki-marketing-po-bandzie-dopalacze-dot-com/</link><description>Jeżeli ktoś szuka doskonałych przykładów marketingu partyzanckiego tudzież Guerilla marketingu, to nie musi daleko szukać.
Od rana wszystkie media trąbią o zamknięciu przez wszelkie możliwe urzędy legalnie działającej sieci sklepów &quot;Dopalacze&quot;. Ponieważ branża w jakiej znajduje się firma, która sprzedaje tzw. &quot;zamienniki&quot; nielegalnych używek, wywołuje niemałe emocje i kontrowersje nie sposób omieszkać wykorzystać tego faktu do własnych celów.
O Dopalacze.com słychać już od dawna od kiedy to zostali zhackowani ;) lub kiedy TVN Uwaga poświęcił im całe pół godziny, kiedy to przez większość czasu banda moherów bełkotała bzdury na tle wielkiego świecącego logo owej firmy. Już wtedy łapałem się za głowę, co u diaska oni robią, skoro chcą z tym &quot;walczyć&quot;.
A dzisiaj znowu szum medialny, który nie pozwala zapomnieć o tej firmie. Wiadomo złe i kontrowersyjne wiadomości szybko się rozchodzą. Grupa docelowa na pewno ma gdzieś to, że &quot;Złe Państwo&quot; kontroluje firmę funkcjonującą na krawędzi (w efekcie okazało się, że tylko US zrobił inwentaryzację i sobie poszedł, a sklepy mogą spokojnie dalej działać). Brakuje teraz jeszcze tylko efektu marketingu szeptanego, w którym to zatroskani rodzice nieświadomie użyją tragicznego sformułowania &quot;NIE KUPUJ NIC W SKLEPIE Dopalacze.com&quot;.
Dla właściciela lub szefa marketingu ode mnie wielki Respect za pomysł i odwagę. A swoją drogą, na prawdę mamy krótką pamięć i wolno się uczymy. Jeszcze tak niedawno wysypywanie ziarna na tory przed kamerami oznaczało świetlaną drogę ku radzie ministrów... Kto wie, może teraz w końcu zalegalizują w Polsce jakiś specyfik na GŁUPOTĘ!
Oczywiście przedstawiona wersja nie musi być prawdą, ale najistotniejszy jest efekt, czyli rozreklamowanie tej firmy (osobiste ZA lub PRZECIW tego czym się zajmują nie ma większego znaczenia - dotyczy to dowolnej działalności). Jeżeli nie był to pomysł tej firmy, żeby &quot;donieść na samego siebie&quot; to mamy w takim razie głupków po obu stronach barykady, a firma dostała w prezencie nieoczekiwany pakiet reklamowy we wszystkich mediach.
I dzisiaj 28 grudnia 2009 mamy epilog całej sprawy. Pieniądze podatników poszły na prokuratorów, procesy, kontrole itp. i sprawa umożona.

</description><pubDate>Thu, 08 Jan 2009 17:15:11 +0100</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2009/01/08/partyzancki-marketing-po-bandzie-dopalacze-dot-com/</guid><category>Guerlilla</category><category>guerilla</category><category>marketing</category><category>szeptany</category></item><item><title>Bogactwo: Prawo oszczędzania</title><link>http://reklama-marketing.pl/2008/12/25/bogactwo-prawo-oszczedzania/</link><description>Wolność finansową osiągają Ci, którzy są w stanie oszczędzać minimum 10% swoich zarobków przez całe życie. Najlepszą rzeczą jaką można zrobić to wykształcić w sobie nawyk ciągłego oszczędzania zawsze gdy dostajesz wynagrodzenie. Stopień do jakiego osoby, rodziny a nawet społeczności prosperują zależy od ich zdolności do oszczędzania. Oszczędzanie DZISIAJ, daje bezpieczeństwo i nowe możliwości JUTRO.

W książce &quot;Najbogatszy człowiek Babilonu&quot; znalazło się bardzo ważne zdanie:

Najpierw płać sobie!

Od dzisiaj każdego miesiąca odkładaj 10% ze swoich zarobków i nie próbuj ich ruszać! Te oszczędności akumulowane są by zapewnić Ci wolność finansową w przyszłości i nie mogą być użyte do innego celu niż zapewnienie lepszej sytuacji finansowej. Ciekawą rzeczą jest, że jeżeli zmusisz się do płacenia sobie pierwszemu i będziesz żyć za pozostałe 90% zwyczajnie się do tego przyzwyczaisz. Człowiek jest istotą nawyków. Z czasem wykształcisz w sobie nawyk życia za 90% swojego wynagrodzenia. Ludzie zaczynają od oszczędzania 10%, a potem oszczędzają 15% a nawet więcej, a ich życie zmienia się w rezultacie nie do poznania. I tak będzie w Twoim przypadku.

Powinieneś korzystać z długoterminowych funduszy finansowych oraz wszelkich innych instrumentów finansowych przeznaczonych do długoterminowego inwestowania. Załóż osobne konto oszczędnościowe i traktuj miesięczne wpłaty oszczędnościowe niczym raty kredytu, czy czynsz za mieszkanie - nigdy nie przegap odkładania oszczędności. Jeżeli masz długi, wysoki kredyt do spłacenia itp. zacznij od odkładania przynajmniej 1% i żyj za pozostałe 99%. Jeżeli taka sytuacja nie będzie stanowiła problemu, zwiększ oszczędności do 2%. Z czasem osiągniesz oczekiwane 10-15%, a przy okazji wykształcisz w sobie pożądany nawyk oszczędzania.

</description><pubDate>Thu, 25 Dec 2008 22:05:25 +0100</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2008/12/25/bogactwo-prawo-oszczedzania/</guid><category>21 żelaznych zasad</category><category>Psychologia sukcesu</category><category>bogactwo</category><category>oszczędzanie</category></item><item><title>Po co robić przelewy skoro i tak mamy zwrot podatku za ubezpieczenie zdrowotne?</title><link>http://reklama-marketing.pl/2008/12/03/po-co-robic-przelewy-skoro-i-tak-mamy-zwrot-podatku-za-ubezp/</link><description>Zbliża się 10 grudnia i jak co miesiąc nachodzi mnie refleksja a propos podwójnej składki zdrowotnej na ZUS w przypadku gdy oprócz etatu prowadzimy działalność gospodarczą. Zawsze wydawało mi się to mało sprawiedliwe. Zwłaszcza, że zgodnie z prawem osobie która płaci podwójną składkę zdrowotną nie przysługują z tego tytułu żadne dodatkowe uposażenia związane z jakąkolwiek obsługą medyczną. Można by zatem wyciągnąć wniosek, że osoba pracująca na dwa fajerki jest droższa w leczeniu? ;)
Patrząc na problem z szerszej perspektywy należy sobie uświadomić, że nawet gdyby nie trzeba było płacić tej dodatkowej składki i tak w zębach byśmy ją musieli zanieść do Urzędu Skarbowego w postaci podatku dochodowego, jako zaliczka na podatek lub za cały rok. Składki na ZUS idą nam w koszty i odliczają się od podatku. Gdybyśmy mieli zero przychodów i rozchodów, ale płacili obowiązkowo ZUS co miesiąc Urząd Skarbowy musiałby nam uiścić stosowny zwrot podatku z tytułu składek ZUS (w tym wszystkim są jeszcze dziesiąte części procenta, które się nie odliczają, ale pomijam ten fakt w rozważaniach), więc wszystkie te operacje nie mają najmniejszego sensu poza ciągłym przelewaniem pieniędzy z konta na konto w koło macieju.
W praktyce wszystko to oznacza, że wyręczamy aparat podatkowy w finansowaniu służby zdrowia? Zastanawia mnie tylko dlaczego? Dlaczego nie wystarczy płacić raz do kupy jednego podatku, a Państwo dalej nie mogłoby tej kwoty dystrybuować tak jak robi to z innymi środkami. Obowiązek spoczywa jednak na przedsiębiorcach, aby zrobić pierdyliard przelewów podatkowych, VAT, PIT, 3 różne składki ZUSowskie i to za każdego pracownika i wspólnika. Już nawet nie wspominam o rosnącym z tego tytułu poziomie biurokracji.
Gdyby nie fakt, że część banków oferuje darmowe przelewy do ZUS i US pomyślałbym, że cały ten proceder służy tylko i wyłączenie karmieniu (pod postacią setek tysięcy bezsensownie wymuszonych przelewów) prawdziwej władzy jaką jest system bankowy biczujący nas swoim fiducjarnym pieniądzem.
</description><pubDate>Wed, 03 Dec 2008 19:52:01 +0100</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2008/12/03/po-co-robic-przelewy-skoro-i-tak-mamy-zwrot-podatku-za-ubezp/</guid><category>Własna firma</category><category>podatki</category><category>ubezpiecznie</category><category>zus</category><category>banki</category></item><item><title>Usprawiedliwienie wysokich cen w Polsce</title><link>http://reklama-marketing.pl/2008/09/19/usprawiedliwienie-wysokich-cen-w-polsce/</link><description>Jakiś czas temu na wykopie pojawiło się porównanie cen w Polsce i Europie, które ukazuje wstydliwy fakt, że polski konsument płaci więcej niż europejczyk za markowe produkty.
Jako importer chciałbym pokazać skąd wynika taka sytuacja i dlaczego tak naprawdę importerzy nie do końca &quot;żerują&quot; na konsumentach.
Oto jak wyglądają realne koszty jakie musi ponieść importer
Zwykły konsument zazwyczaj oblicza iloczyn waluty i ceny za granicą, patrzy na cenę w Polsce i jest oburzony. Większość jednak zdaje sobie sprawę z istnienia ceł i podatków, ale na tym właściwie wyobraźnia się kończy


Koszt transportu do kraju nad Wisłą w przypadku dostaw z poza EU kosztuje średnio 2 razy więcej niż do innych krajów EU (w tym Niemiec). Nie będę wnikał dlaczego nie opłaca się robić tego zatem pośrednio (kto wie, ten wie). Opłaty lotniskowe, biurokracja ... to wszystko w Polsce jest dużo bardziej kosztowne dla spedytorów.
Biorąc pod uwagę, że transport bierze się do podstawy oclenia towarów (luźno 4-15% w zależności od kategorii towaru) i naliczenia podatku VAT (22%) ma on istotny wpływ na finalną cenę produktu
Należy następnie doliczyć koszt obsługi przez agencję celną, która będzie przygotowywać dokumentację celną. Często prowizja zależy od wartości towaru
Przy okazji musimy doliczyć koszt tłumaczenia faktur do zgłoszenia celnego
Z innych marginalnych należy uwzględnić koszty przelewów zagranicznych
Ustalony poziom ryzyka kursowego przez importera powoduje, że konsument patrząc na obniżkę cen walut nie ma co liczyć na spadek cen w kraju. Poza tym towar, który importer sprzedaje był zazwyczaj kupiony dużo wcześniej
Większość osób w tym momencie również powie, że dla efektu skali należy kupić więcej, wtedy powyższe koszty będą w niewielkim stopniu wpływać na cenę produktu. Wszystko pięknie, tylko importer musi być pewien, że będzie miał zbyt. Jeżeli zamrozi duży kapitał i nie sprzeda do końca roku, to będzie tylko patrzył jak zaciska mu się gruba pętla w postaci podatku dochodowego od remanentu za który nie ma z czego zapłacić. W międzyczasie okaże się, że są setki osób na Allegro, które handlują podróbkami tych towarów albo oryginalnymi ale przywożonymi w &quot;walizce&quot;, nie płacąc przy tym żadnych podatków :)

To nie koniec kosztów związanych z importem

Importer musi uwzględnić w cenie opłatę produktową (recyklingową) za importowane opakowania, którą płaci rocznie w postaci podatku do Urzędu Marszałkowskiego (co się dzieje z tymi pieniędzmi to temat na osobną historię).
Nie można zapomnieć o koszcie przygotowania polskich etykiet na importowane produkty. Inaczej czeka importera i jego kontrahentów surowa kara od Inspekcji Handlowej.
Klasycznie trzeba dodać koszt uszkodzonych w transporcie lub fabrycznie produktów (zdarza się nawet najlepszym), jak również reklamacje i gwarancje, które importer sam musi realizować, bo zwracać producentowi się po prostu nie opłaca.

Można jeszcze by dodać pośrednie koszty związane z oczekiwaniem na odprawę celną, bo paradoksalnie czas transportu jest zazwyczaj dwa razy krótszy niż procedury celnej.
A potem się ludzie dziwią, że w Polsce jest o niebo drożej niż np. w USA.
Chciałbym jednocześnie nadmienić, że wcale nie chce usprawiedliwiać np. dealerów samochodów zwłaszcza europejskich. Tu jestem przekonany, że ceny są rzeczywiście o wiele zawyżone, ale to temat na osobny artykuł.
</description><pubDate>Fri, 19 Sep 2008 00:18:07 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2008/09/19/usprawiedliwienie-wysokich-cen-w-polsce/</guid><category>Własna firma</category></item><item><title>W krainie absurdu. Max 30kg cukru i praca na czas nieokreślony</title><link>http://reklama-marketing.pl/2008/09/09/w-krainie-absurdu-max-30kg-cukru-i-praca-na-czas-nieokreslon/</link><description>Pakując papier ksero za 10 zł w Tesco byłem świadkiem rozmowy dwóch kasjerek analizujących swoją sytuację zawodową. Porównywały oferty pracy jakie oferuje inna sieć sklepów. Pani kasjerka mówi, że w tamtym sklepie to dużo lepsza pensja, bo 1500 zł brutto i godziny pracy elastyczne i klienci &quot;inni&quot; (nie wiem, czy miałem poczuć się urażony?).
Na koniec porównania pojawiło się stwierdzenie,

&quot;no ale w tamtym sklepie to umowa to tylko na 5 lat, więc jedyne co mnie tu trzyma to umowa na czas nieokreślony&quot;.


W tym momencie mnie zamurowało. Czy to rzeczywiście jedyny powód dla którego warto pracować w Tesco za grosze? To, ze umowa jest na czas nieokreślony? Czyżby Pani uważała, że trudniej będzie ją zwolnić, albo bank da jej wyższą zdolność kredytową, która i tak będzie za mała na cokolwiek? Naprawdę nie wiem, ale jak widać lepem na pracownika jest irracjonalna chęć posiadania umowy o pracę na czas niekoreślony nawet jeżeli płaca będzie żenująca.

Chwilę później pojawił się przy kasie dziadek badylarz z wózkiem wypełnionym cukrem. Panie kasjerki zaczęły się przekrzykiwać jaki w końcu jest limit na cukier. Okazuje się, że max można kupić 30kg cukru w Tesco. Dlaczego? Nie wiadomo, ale niby taniej w Tesco jest o 50gr...
Pani kasjerka oznajmiła klientowi, że może mu na paragonie max 30kg sprzedać. Oczywiście Panu zostało wystawione kilka paragonów...
Nie ma to jak na nowo odczuć po powrocie do kraju piękno absurdu w jakim żyjemy.
</description><pubDate>Tue, 09 Sep 2008 10:45:59 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2008/09/09/w-krainie-absurdu-max-30kg-cukru-i-praca-na-czas-nieokreslon/</guid><category>Praca</category><category>tesco</category><category>absurd</category><category>Polska</category></item><item><title>WBK - tak powinno być w każdym banku?</title><link>http://reklama-marketing.pl/2008/07/29/wbk-tak-powinno-byc-w-kazdym-banku/</link><description>WBK kusi wszystkich swoją fantastyczną kartą dolarową.

Założenie konta 0 zł.
Wydanie karty MasterCard 0 zł.
Stres i wydzwanianie do Polski z USA - bezcenne (a raczej byłoby bardzo kosztowne gdyby nie Skype)

Po to się wyrabia kartę dolarową by z nią pojechać do miejsca gdzie tymi dolarami można płacić. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że stacja benzynowa postanowiła transakcję policzyć podwójnie. Identyczna operacja z identycznej daty na identyczną wartość zaksięgowana przez BZWBK podwójnie.
Szybki mail na adres podany na stronie jako pomoc.
Pomoc odpisuje następująco:
Bardzo dziękuję za kontakt. Informuję, że formularz &quot;Napisz do nas&quot; oraz skrzynka pocztowa pomoc24@bzwbk.pl mają na celu ułatwić Państwu kontakt z naszymi Doradcami w sprawie technicznych niedogodności w korzystaniu z usług BZWBK24. W przypadku pytań dotyczących kart wydawanych przez nasz bank poproszę o kontakt z Zespołem Obsługi Kart pod numerem telefonu 061 856 53 26 czynnym całą dobę.
Kolejny mail o pobycie za granicą z prośba o podanie maila do Centrum Kart.
Uprzejmie informuję, że Zespół Obsługi Kart nie dysponuje adresem e-mail ze względu na to, że udzielenie informacji na temat karty musi być poprzedzone identyfikacją telefoniczną.
Próba dodzwonienia się o 21:50 kończyła się:

2krotnie rozłączeniem się po krótkim &quot;aktualnie obsluga nie jest mozliwa&quot;
Po 15 min czekaniu informacją, że infolinia czynna jest tylko do 22:00

Po przesłaniu wrażeń kolejny email:
Informuję ponownie, że Zespół Obsług Kart nie posiada adresu e-mail. Bardzo proszę o ponowienie kontaktu telefonicznego za około godzinę, gdyż w tej chwili rzeczywiście na podanej infolinii jest długi czas oczekiwania na rozmowę.
Na stronie banku można znaleźć alternatywny numer. Czas oczekiwania jedynie 10 min. Później podanie wszelkich możliwych danych identyfikacyjnych. Po zgłoszeniu krótka informacja.

Przez telefon nikt tego nie załatwi. Proszę się udać do banku i złożyć pisemną reklamację w oddziale.&quot; Pani została poinforowana, że przebywam za granicą i nie mam fizycznie takiej możliwości udac się do oddziału chyba, że mają oddziały zagraniczne. Nie mają no bo jak.
Prośba rejestracji w systemie zgłoszenia też została odrzucona ponieważ &quot;wszystkie rozmowy telefoniczne są rejestrowane. Proszę podać datę i godzinę telefonu, a na pewno zostanie odtworzony.

Do Kraju wracam za miesiąc. Zablokowanej kasy nie ma i może będzie, a może nie rozpatrzą reklamacji.
WBK. Tak powinno być w każdym banku.
</description><pubDate>Tue, 29 Jul 2008 20:37:44 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2008/07/29/wbk-tak-powinno-byc-w-kazdym-banku/</guid><category>Bankowość</category><category>wbk</category><category>bank</category><category>obsługa</category><category>wyjazd</category></item><item><title>Żelazna zasada zarabiania pieniędzy: Perspektywa czasowa</title><link>http://reklama-marketing.pl/2008/06/30/zelazna-zasada-zarabiania-pieniedzy-perspektywa-czasowa/</link><description>Ludzie sukcesu charakteryzują się tym, że w codziennych wydawałoby się błahych decyzjach biorą pod uwagę bardzo długi horyzont czasowy. Dodatkowo, mają tendencje do poświęcania się rzeczom, które mogą procentować dopiero po wielu latach, czasami nawet długo po ich śmierci. Ludzie sukcesu są w stanie zapłacić jego cenę na długo długo przed tym jak go osiągną.

Swoje decyzje, gównie finansowe opierają na tym jakie będą miały one konsekwencje za 5, 10, a nawet 20 lat. Niestety dla większości ludzi horyzont czasowy przedstawia się jako okrąg o promieniu równym zero. Koncentrują się przede wszystkim na natychmiastowej gratyfikacji, angażują się w działania, które gwarantują w efekcie na pewno straty w długim horyzoncie czasowym i w sumie zabawne, bo w krótkim okresie najczęściej również.

Pierwszy krok na drabinie sukcesu robisz w tym momencie kiedy zaczynasz myśleć o swoich działaniach długookresowo. Zaraz gdy zaczniesz myśleć długoterminowo, zaczniesz ustalać priorytety swoich finansowych decyzji, mając na myśli swoje cele i ambicje, Twoje życie poprawi się wręcz natychmiastowo.


Opóźniona gratyfikacja to klucz do sukcesu finansowego. Możliwość doszkalania się i samodoskonalenia, samokontrola i świadomość tego, że poświęcenie się czemuś w krótkim okresie da pozytywne rezultaty długoterminowo jest podstawą widzenia w długim horyzoncie czasowym.
Samodyscyplina jest podstawowym elementem sukcesu w długim okresie czasu. Samodyscyplinę definiuje się jako &quot;Robienie tego, co się zrobić powinno, wtedy kiedy się powinno, bez względu na to, czy Ci się to podoba, czy nie&quot;. Zdolność do samodyscypliny to cena jaką trzeba zapłacić by osiągnąć sukces.
Poświęcanie się teraz zapewnia bezpieczeństwo w przyszłości. Słowo klucz w tym miejscu to POŚWIĘCENIE. Jeżeli jesteś w stanie oprzeć się pokusie robienia rzeczy, które są fajne i łatwe, a w zamian będziesz robić rzeczy konieczne ale często trudne w rzeczywistości wykształcasz w sobie charakter, który gwarantuje Ci lepsze życie w przyszłości. Inwestując swój czas i energie w samodoskonalenie, a nie marnotrawienie go, sprawia, że powoli przechodzisz na stronę ludzi sukcesu.


</description><pubDate>Mon, 30 Jun 2008 11:13:06 +0200</pubDate><guid>http://reklama-marketing.pl/2008/06/30/zelazna-zasada-zarabiania-pieniedzy-perspektywa-czasowa/</guid><category>21 żelaznych zasad</category><category>czas</category><category>sukces</category><category>dyscyplina</category></item></channel></rss>